55 lat od drużynowego złota Jerzego Szczakiela i Andrzeja Wyglendy
11 lipca 1971 roku opolski żużel zapisał jedną z najważniejszych kart w swojej historii. Tego dnia Jerzy Szczakiel i Andrzej Wyglenda zostali drużynowymi mistrzami świata, a sukces wywalczyli przed 30 tysięcy kibiców.
Był to dopiero drugi finał tej rangi w historii tej rywalizacji, a Polacy na stadionie w Rybniku wyprzedzili Nowozelandczyków oraz Szwedów. Dla lokalnych fanów sportu to wydarzenie, które do dziś pozostaje punktem odniesienia, bo w jednym miejscu spotkały się talent, charakter i żużlowa odwaga.
Początek wielkiego dnia w Rybniku
Finał drużynowych mistrzostw świata z 1971 roku miał dla polskiego żużla szczególny wymiar. Na torze w Rybniku gospodarze pokazali pełną kontrolę nad rywalami, a duet z Opola i Rybnika nie oddał przeciwnikom ani jednego punktu. W klasyfikacji końcowej Polacy wyprzedzili Nowozelandczyków w składzie z Ivanem Maugerem i Barrym Briggsem oraz Szwedów: Andersa Michaneka i Bernta Perssona.
Szczakiel po latach wspominał, że sam start mógł potoczyć się inaczej, bo przed zbiórką spóźnił się o pół godziny. Powód był prozaiczny i bardzo wiejski: pomagał matce przy przerzucaniu siana. Mimo to był spokojny o miejsce w kadrze, bo dzień wcześniej na treningu wygrał rywalizację z Antonim Woryną.
„Na zbiórkę przed zawodami przyjechałem pół godziny za późno, bo musiałem pomóc mamie przy przerzucaniu siana”.
Jerzy Szczakiel
Duet, który uzupełniał się idealnie
Współpraca Jerzego Szczakiela i Andrzeja Wyglendy nie była oczywista od początku. Obaj jeździli w różnych klubowych realiach, a trenerzy zestawili ich dopiero na początku lat 70. Z perspektywy czasu właśnie to połączenie okazało się kluczem do sukcesu: Wyglenda miał świetnie kontrolować wewnętrzną część toru, a Szczakiel mógł wykorzystać swoją agresję przy bandach.
Wyglenda przyznawał, że młodszy o 8 lat partner był niezwykle trudny do prowadzenia, ale też bezkompromisowy i skuteczny. Wspominał, że Szczakiel jeździł bardzo ostro, nie bał się ryzyka i zawsze chciał wygrać. W przygotowaniach do finału ważną rolę odegrało także ustawienie pól startowych: Wyglenda poprosił Rościsława Słowieckiego, aby Szczakiel startował z toru 3 lub 4, bo to miało ograniczyć zagrożenie dla rywali i wykorzystać styl opolskiego zawodnika.
„Oj, był z niego zadziora i charakterny był za trzech! Wywoził nas do bandy. Pamiętam, że kilka razy próbował to zrobić ze mną, jechaliśmy prosto w deski. Jurek po prostu nie potrafił jeździć wolno. Uwielbiał wygrywać”.
Andrzej Wyglenda
Plan zadziałał perfekcyjnie. Polacy prowadzili od początku do końca, a końcowy rezultat był bezdyskusyjny: zwycięstwo z kompletem punktów i tytuł drużynowych mistrzów świata.
Kariera wierna Opolu i późniejszy indywidualny szczyt
Jerzy Szczakiel przez całą karierę reprezentował barwy opolskiego Kolejarza. Mimo licznych propozycji nie zdecydował się na zmianę otoczenia, choć już w 1969 roku interesowały się nim kluby z Gdańska i Tarnowa. Najbliżej odejścia był po sezonie 1973, kiedy kuszono go przejściem do Stali Rzeszów i połączeniem sportu ze studiami. Ostatecznie wrócił jednak do Opola, nie chcąc po raz kolejny zaczynać wszystkiego od nowa w nowym miejscu.
Największy indywidualny sukces przyszedł 2 września 1973 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Tam Szczakiel zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata. W jego wspomnieniach ważne było nie tylko samo zwycięstwo, lecz także atmosfera wokół zawodów, w tym okrzyki kibiców, którzy wołali jego przezwisko. Po czterech biegach i biegu dodatkowym z Maugerem przesądziły start, ustawienie na torze i skuteczna jazda do mety.
„Pierwszy bieg wygrywam, drugi bieg wygrywam, trzeci bieg wygrywam. W czwartym biegu przegrywam z Grigorijem Chłynowskim, a to dlatego, że uciekł mi po małej. Goniłem go, ale nie udało mi się go dogonić. Później był bieg dodatkowy z Maugerem”.
Jerzy Szczakiel
Dlaczego ta historia wciąż jest ważna dla Opola
Sukces Jerzego Szczakiela i Andrzeja Wyglendy to nie tylko fragment kroniki sportowej. Dla Opola i całego regionu to przykład, że lokalny zawodnik może stać się częścią historii światowego sportu, pozostając wierny swojemu miastu i klubowi. Tego rodzaju opowieści budują sportową tożsamość miasta i przypominają kolejnym pokoleniom, skąd biorą się lokalne legendy.
To także ważny punkt pamięci dla środowiska żużlowego, bo pokazuje, jak wiele w sporcie znaczy zgranie charakterów, właściwy wybór taktyki i umiejętność wykorzystania własnych atutów. Szczakiel zmarł 1 września 2020 roku w wieku 71 lat, ale jego nazwisko nadal pozostaje jednym z najważniejszych w historii opolskiego sportu.
Dziedzictwo mistrza i pamięć o tamtym triumfie
Po 55 latach od drużynowego złota z Rybniku i 52 latach od indywidualnego tytułu z Chorzowa pamięć o Jerzym Szczakielu nadal jest żywa. Jego historia łączy lokalność z wielkim światem sportu, a zarazem pokazuje, że wielkie triumfy często rodzą się z codzienności, dyscypliny i lojalności wobec miejsca, z którego się pochodzi.
To właśnie dlatego rocznicowe wspomnienia takich zawodników mają znaczenie wykraczające poza sam żużel. Przypominają, że sportowa legenda może wyrastać z jednego miasta i na trwałe wpisać je do historii kraju.
Źródło: materiał przekazany przez lokalną redakcję sportową.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!